Liverpool – Crystal Palace 1:2 czyli strach w oczach u nich i u nas

Czasem na początku meczu, kiedy nie padają bramki dobrze jest sobie powiedzieć na co wskazuje przebieg meczu. Potem może być różnie, ale za często, bardzo często komentatorzy dostosowują komentarz do wyniku meczu.
Od początku meczu drużyna starała się imitować to rzemieślnicze podejście które drużyna pokazywała w ostatnich dwóch meczach. Zadnych szaleństw, dużo gry do tyłu. I wyglądało to bardzo dobrze. Pierwsza bramka ja trzeba. Niestety, zabrakło drugiej.
Palace strzelili bramkę właściwie z pierwszej akcji, która była zapewne skutkiem tego spokoju, który dawał dotychczasowy przebieg meczu. I wtedy zaczyna się strach, strach naszych piłkarzy i nasz strach. Sytuacji jest dużo, ale brakuje pewności, brakuje wiary w swoje podstawowe walory. Zwłaszcza na początku drugiej połowy bramka powinna paść.
W takiej sytuacji kornery nie wymagają najlepszej drużyny, wymagają tylko wiedzy o tym, jak bardzo się boimi. Niby Palace wygrywając ten mecz potwierdzilik, że są w tej chwili jedną z lepszych drużyn w lidze, że im idzie, mogą wygrać z każdym, skoro wygtrali z Chelsea na Stamford i roznieśli Arsenal. Ale mimo wszystko, ja nie uważam, żeby to była wygrana Palace, to jest przegrana naszego strachu.
Oczywiście, można pisać o błędach Lovrena, ale nie zamierzam się znęcać nad poszczególnym piłkarze. Tracimy punktu tak głupio, że głupiej nie można. Mecze u siebie są dla nas teraz najtrudniejsze. Nie możemy patrzeć w tabelę, o tabeli trzeba zapomnieć. Inni też będą tracić punkty.
A my – po prostu musimy zapomnień o strachu.

West Bromwich Albion – Liverpool 0:1 czyli inna drużyna

W takich meczów nie oczekujemy żandych cudów, o nie. Zwłaszcza grając na wyjeździe, grając z jedyną może drużyną środka tabeli. Drużyną która gra najgorszą dla nas bronią, czyli stałymi fragmentami i grą w powietrzu.
Nie mniej, powiedzmy, to był to inny i bardzo dobry mecz.
Gramy, drugi mecz z rzędu, z trójką stoperów. Gramy w bardzo osłabionym składzie. I gramy bardzo dobrze.
Nazwałbym takie granie rzemieślniczym. Do tej pory graliśmy jak artyści, lub nie graliśmy w cale.
Z Wesbromem zagrożenie powstało tylko w końcówce meczu. Oczywiście Pulis żalił się, że należał mu się remis. Ale on się zawsze żali. To było bardzo porządne granie. Nie emówiąc o punktach.

Stoke – Liverpool 1:2, czyli na razie nie rezygnujemy

Jeden z naszych przewrotnych kibiców po ogłoszeniu składu sugerował, że z jakichś niejasnych zupełnie powodów Klopp uznał, że nie warto w tym roku jeszcze grać w lidze mistrzów. Potem oczywiście Klopp tłumaczył, że z różnych powodów, czyli głównie z powodu zmęczenia i Coutinho i Firmino grać całego meczu po prostu nie mogli.
Po pierwszej połowie wiemy to, co wiedzieliśmy już wcześniej- o objętniejak wielkim talentem jest Ben Woodburn na pewno nie jest on w tej chwili zawodnikiem pierwszej ligi.
Druga połowa była inna, choć oczywiście prawdą jest też i to, że trzeba było trochę szczęścia i co najmniej jednej niezwykłej obrony Mignoleta żeby ten mecz wygrać.
Przy okazji zauważmy, że Stoke od strony składu jest lepszą drużyną niż ich miejsce w tabeli, oni powinni grać co najmniej na poziomie West Bromu. Nigdy nie było tu łatwo wygrać. No, ale wyjazdowych meczów nigdy i nigdzie nie wygrywaliśmy z łatwością. Taki wynik w tej fazie rozgrywek to naprawdę bardzo, bardzo dobry wynik.

Liverpool – AFC Bournemouth 2:2 czyli niech to diabli wezmą

Do żadnego meczu na własnym boisku nie podchodzimy na luzie, każdy mecz gramy na spięciu. Inaczej już nie będzie.
Pierwszy gol dla nich. Moglibyśmy sobie go sami strzelić. I to kto Wijnaldum. On takich głupstw nie robi. Nie on. Może Lovren czy Emre, bo oni technicznie są trochę sztywni.
Potem ciężka praca żeby zrobić 2:1. Bournemouth prawie nie atakuje a i tak łydki nam się trzęsą. Jeden jedyny moment presji z ich strony i tracimy bramkę.
To jest psychika i psychologia w czystej postaci. To jest inna drużyna niż we wrześniu czy październiku. I oczywiście bardzo osłabiona, bez Hendersona. Lallany i teraz Mane. Ale ten problem wyrwy w duszy jest większy niż problem wyrywy w składzie. Stracone dwa punkty.

Liverpool – Everton 3:1 czyli najłatwiejsze są trudne mecze

Zagadki nr 1 ciąg dalszy. Doszło chyba nawet już do tego, że takich meczów kibic Liverpoolu się nie obawia. I to pomimo, że Everton gra ostatnio znakomicie, to nie ma znaczenia. Z drużyną dobrej klasy Liverpool gra bardzo dobrze.
Problem w tym, że w lidze większość drużyn nie należy do tej grupy. Grają one w ten sposób, że oddają nam piłkę i strzelają bramki po kornerach.
W tym meczu jakakolwiek niepewność trwała niespełna 3 minuty, ale po prawdzie – nie było jej wcale. Siła ataku Liverpoolu w takich meczach jest taka, że nawet jeżeli nie stwarzamy sytuacji, to wygląda to tak, że w każdej chwili możemy ją stworzyć. Jest co najmniej 5-6 piłkarzy którzy mogą zdobyć bramkę w każdej chwili.
Na stronach Liverpoolu kibice dyskutują, na ogół bardzo ciekawie, o przydatności poszczególnych piłkarzy. Od dawna Emre Can budzi kontrowersje. A ja tego piłkarza po prostu uwielbiam od samego początku. Nawet jeżeli mu coś nie wychodzi, widać po nim koncept i inteligencję. U niego jakość gry rośnie bardzo szybko wraz ze wiarą w siebie.
Z Evertonem Can był po prostu znakomity. Nie chcę go porównywać z Hendersonem, cenię go za podobne cechy i prawdę mówiąc, trzeba szukać w drużynie miejsca dla obu piłkarzy.
Can jest od dłuższego czasu po prostu zdrowy. Sam jestem ciekaw, jak Can będzie grał w następnych meczach, z Hendersonem lub bez. On swoją grą jakby wypiera przeciwników. zabiera im przestrzeń i odwagę atakowania.
Teraz Bournemouth w środę. Znowu sprawdzian. Raczej bez Mane, który wprawdzie zszedł na nogach, ale grać nie mógł. Z drugiej strony mam wrażenie, że Origi odzyskał wiarę w siebie. Była taka sytuacja, że kiwał w rogu boiska i nikomu piłki nie chciał oddać, choć mógł. Na początku byłem zły na niego, ale potem pomyślałem, kiwaj, jeżeli potrafisz. Napastnik tak zdolny musi myśleć, że jest w stanie ograć sam na sam każego. Inaczej nikogo nigdy nie ogra.
Sukcesem tego dnia, jest także wynik United z Westbromem. Przed nami bardzo trudne mecze, ale szanse są. Potrzeba wiary i przekonania.