Huddersfield – Liverpool 0:3 czyli ze sfery oczywistości

Nie znam aż tak dobrze zaplecza finansowego Hudersfield ale do dzisiaj wydaje mi się, że awans tego klubu do pierwszej ligi to jakieś zupełnie fantastyczne zdarzenie. I przede wszystkim unikalny sukces trenera Wagnera.
Nie wiem jednak za bardzo, pomimo tego oszałamiającego sukcesu, jaki jest pomysł na utrzymanie tej drużyny w pierwszej lidze.
Jest w tym zresztą jakaś przyjazna skromność. Żadnego szaleństwa transferowego i, jak sądzę, żadnego też zadłużania klubu. Jeżeli spadną, to zapewne będą w stanie awansować.
Takie drużyny grają przede wszystkim żelazną dyscypliną. Ale żeby wygrać mecz z taką drużyną jak Liverpool – tak powiedział słusznie Wagner po meczu – musiałoby im się wszystko udać.
Huddersfield miał przy stanie 0:0 jedną prawdziwą okazję na zdobycie bramki. Potem właściwie było już tylko oczekiwanie na bramki Liverpoolu.
I powiedzmy szczerze, to było łatwo zwycięstwo. Ale łatwe – dla tego Liverpoolu. W ubiegłym roku niekoniecznie takie meczu wygrywaliśmy i zwłaszcza nie wygrywaliśmy łatwo.

Liverpool – West Bromwich Albion 2:3 (Puchar Anglii) – czyli deja vu, fatalne deja vu

Zmienność formy drużyn jest największą zagadką piłki nożnej. Ci sami piłkarze przeciwko tym samym piłkarzom stają się w różnych momentach życia kimś zupełnie innym. W ubiegłym roku mieliśmy taki styczeń i taki luty, że z drużyny do ostatniego dnia roku 2016 grającej o mistrzostwo, staliśmy się drużyną przegrywającą ze wszystkimi.
Prawdę mówiąc, ten mecz Pucharu Anglii był dokładnie takim przypadkiem. Z pragmatycznego punktu widzenia odpadnięci z Pucharu Anglii nie jest żadnym problememn, chyba, że ktoś myśli całkiem ideologicznie o konieczności wygrywania w piłce nożnej. Jak tak nie myślę. Dla Liverpoolu powinna się liczyć przede wszystkim liga, a potem – Liga Mistrzów.
Ta jednak kalkulacja o tyle nie ma sensu, że przegrywać w taki sposób, jak tym razem porządna drużyna po prostu nie powinna.
Wszystko, poza pierwszą bramką, było w tym meczu nie tak jak trzeba. Łatwość tracenia bramek była po prostu żenująca. Problemem zresztą było także jednak i to, że właściwie też mieliśmy klasyczny problem z drużyną blokującą dostęp do bramki. Nie można nie zauważyć, że choć West Brom gra z Alanem Pardew lepiej, to obiektywnie jest w tej chwili najsłabszą drużyną w lidze.
Mecz do wymazania z pamięci. Jak najszybciej. Dla zdrowia psychicznego.

Swansea – Liverpool 1:0 czyli mecz według najgorszego scenariusza

Nie mogło być gorzej, prawdę mówiąc.
Granie z drużynami, które zmieniły trenerów jest zawsze ciężką próbą i to jest jedno z magicznych zjawisk w futbolu. Prawie zawsze takie drużyny grają lepiej, bo przede wszystkim – bardziej się starają. To pośrednio ujawnia, jak duże znaczenie w futbolu ma zwykła ochota to grania, czyli do pracy.
No, bo my niby wszyscy się tego spodziewaliśmy. Punkty z tego meczu były ważne, jak diabli ważne. Mieliśmy 8 dni od poprzedniego meczu na odpoczynek. Drużyna była w Dubaju. Luz, relaks i pełna świadomość problemu, jakim był ten mecz. A mimo to mecz odbył się według najbardziej paskudnego scenariusza.
Scenariusz opowiedziany w kilku słowach jest taki: gramy spokojnie, mamy kilka okazji. Zabieramy im piłkę na ogół przed środkową linią. Oni robią jeden, dwa ataki. Mają jakiś korner, jakiś wolny. I strzelają bramkę. Potem my gramy coraz bardziej nerwowo, coraz mniej wychodzi, choć mamy sytuacje (mieliśmy jeszcze w ostatniej bodaj minucie).
I przegrywamy 0:1 choć nie mamy prawa przegrać. Z drużyną, po prawdzie, jednak słabą, choć diablo zmobilizowaną.
Czy jest na takie mecze i na takie dni jakiś sposób? To znaczy – czy taki sposób ma Liverpool?
Oczywiście „sposobem” jest zawsze pierwsza bramka. Tą pierwszą bramkę trzeba zdobyć jak najszybciej i za wszelką cenę. Ale jeżeli to się nie uda (Salah miał taką piękną sytuację przy stanie 0:0) – alternatywą powinno być przynajmniej wybronienie 0:0. I my niestety tego nie potrafimy.
Może takie mecze od czasu do czasu są koniecznością? W poprzednim sezonie takim meczem był wyjazd z Burnley? Może takie mecze trzeba wziąć z dobrodziejstwem inwentarza i wkalkulować jest w straty? Klopp był bardzo nieszczęśliwy po tym meczu, jak rzadko nieszczęśliwy. To świadczy o tym, że nie chce on przyjąć taki zdarzeń jak jakkolwiek normalne. Krytykował taktyczne rozwiązania przyjmowane przez piłkarzy, choć krytykuje swoich piłkarzy rzadko.
Zgadzam się. Nie możemy przyjąć takich pasywnych meczu za normalne zjawisko.

Co z tym zrobić czyli obrigado Felipe

Najlepsi piłkarze odchodzą z klubu. Teraz może rzadziej niż kiedyś, ale odchodzą. W ciągu ostatnich dziesięciu lat odeszli Alonso, Mascherno. Torres, Suarez, Sterling. Teraz Coutinho. Pytania są dwa: – czy da się z tym coś zrobić, to po pierwsze? Po drugie – czy można być wielkim klubem, czyli takim którym zawsze będziemy chcieli być w sytuacji, gdy najlepsi piłkarze od nas odchodzą.
Jest tylko kilka klubów, z których piłkarza nie da się kupić. Zapewnie, są to Real, Barcelona, PSG, Bayern, no, może teraz City. Może United, ale przecież też kiedyś sprzedali Ronaldo, co historycznie zatrzymało sukcesy na klubu na wiele lat, jak sądzę. Te kluby to najmocnisze kluby w Europie i trudno nam z nimi wygrać finansowo, trudno je przebić. Czy ten układ, w którym łączy się sportowa moc i pieniądze, wyrażające się w wykupywaniu najlepszych piłkarzy z klubów z trochę tylko niższej półki – jest zafiskowany na zawsze? Na długo? Z jakimi wyjątkami, jeżeli są wyjątki?
Jesteśmy tu w spirali przeciwieństw, czymś na kształt błędnego koła. Aby być wielki klubem nie wystarczą pieniądze, choć one są niezbędne. Liverpool jest klubem bardzo bogatym, ale w porównaniu z City czy PSG – bogaty nie jest. Bo żeby mieć i zatrzymać najlepszych piłkarzy nie wystarczą pieniądze. Potrzebne są sukcesy.
Z czego wynika wniosek, że aby odnosić sukcesy trzeba odnosić sukcesy. Rewelacyjny wniosek, niech to diabli.
Warunkiem pośrednim jest po pierwsze – wielki, wybinty trener, coach kreator, taki, który ma władzę w klubie, przychodzi na długo, którego się nie zwalnia przy pierwszym niepowodzeniu. Drugim warunkiem jest to, że jeżeli już piłkarze odchodzą, to za wielkie pieniądze. Suareza sprzedaliśmy za tanio, nawet na tamte czasy. Skoro są kluby skłonne płacić 140 milionów Euro za Coutinho, to sytuacje takie trzeba do końca wykorzystać. Bo oni, tych kilka klubów w pewnym sensie nie mają wyjścia, muszą kupować tak drogich piłkarzy. Czyli trzecim warunkiem (oprócz trenera i sprzedawania piłkarzy, jeżeli już musimy ich sprzedać, za największe pieniądze z możliwych) jest aktywny, twórczy scouting. Bo mając wielkie pieniądze ze sprzedaży gwiazd można, w sumie, kupić za połowę tej ceny równie dobrych, ale mniej wypromowanych piłkarzy. Którego nie ma bez dwóch pierwszych warunków (coacha i pieniędzy). I – nie ma też bez sukcesów.
Przykładem na ten mechanizm niech będzie Salah, a pewnie w niedługim czasie Naby Keita. Od dnia kiedy pierwszy raz zobaczyłem Salaha w Bazylei marzyłem, żeby on kiedyś przyszełd do Liverpoolu. Konkurowaliśmy o Salaha z Chelsea, ale oczywiście przegraliśmy. Natomiast on cały czas był na scoutingowej liście Kloppa. Kosztował dużo, ale, powiedzmy to szczerze, dzisiaj jest wart trzy razy tyle, albo więcej. Jeżeli potrafi zagrać tak jak gra tera przez, dwa sezony, będzie lepszym i droższym piłkarzem, niż Coutinho. Wielki sukces scoutingu, do którego nie wystarczają tylko pieniądze.
Sądzę, że z Keitą będzie podobnie. Gra w Lipsku i z takich klubów oni piłkarzy raczej nie kupują. Bo uważają, że bycie gwiazdą w średnim (bo przecież nie słabym) klubie niczego nie dowodzi. Aż dziw bierze, że Real czy PSG po takich piłkarzy się nie zgłosiły. Ale oni kupują sprawdzone gwiazdy tylko. A co to jest sprawdzona gwiazda? Salah w Chelsea nie był sprawdzoną gwiazdą.
Trudnia układanka, nie ma co. Nie sposób jednak nie zauważyć, że nawet sprzedając Coutinho, idziemy do przodu. Może nie tak szybko, jak byśmy chcieli, ale żeby było tak szybko, jak chcemy, to jest prawie niemożliwe. Bo chcemy bardzo dużo i bardzo szybko. Inni nie będziemy. Nie sposób jednak – za każdym razem – nie zauważyć, że początkiem tej sytuacji, w której możemy kupować wielkich piłkarzy jest jednak przyjście do klubu Jurgena Kloppa. Nie wszystkie kluby muszą mieć tak wybitnych managerów, bo w Realu czy PSG zastępują wybitnego coacha pieniędzmi większymi, niż nasze. Ale jeżeli tych pieniędzy – takich pieniędzy – się nie ma, taki trener jak Klopp jest konieczny, żeby iść do przodu. Z całym szacunkiem dla Brendana Rodgersa – ale tamta koncepcja po prostu nie miała sensu, i można było ją tłumaczyć tylko w ten sposób, że nie mieliśmy szansy na takiego managera, jak Klopp. No, ale to jest zupełnie inna historia, do której ciekawą rzeczą będzie w pewnym momencie wrócić.

Co z tym zrobić czyli obrigado Felipe

Najlepsi piłkarze odchodzą z klubu. Teraz może rzadziej niż kiedyś, ale odchodzą. W ciągu ostatnich dziesięciu lat odeszli Alonso, Mascherno. Torres, Suarez, Sterling. Teraz Coutinho. Pytania są dwa: – czy da się z tym coś zrobić, to po pierwsze? Po drugie – czy można być wielkim klubem, czyli takim którym zawsze będziemy chcieli być w sytuacji, gdy najlepsi piłkarze od nas odchodzą.
Jest tylko kilka klubów, z których piłkarza nie da się kupić. Zapewnie, są to Real, Barcelona, PSG, Bayern, no, może teraz City. Może United, ale przecież też kiedyś sprzedali Ronaldo, co historycznie zatrzymało sukcesy na klubu na wiele lat, jak sądzę. Te kluby to najmocniejsze kluby w Europie i trudno nam z nimi wygrać finansowo, trudno je przebić. Czy ten układ, w którym łączy się sportowa moc i pieniądze, wyrażające się w wykupywaniu najlepszych piłkarzy z klubów z trochę tylko niższej półki – jest zafiksowany na zawsze? Na długo? Z jakimi wyjątkami, jeżeli są wyjątki?
Jesteśmy tu w spirali przeciwieństw, czymś na kształt błędnego koła. Aby być wielki klubem nie wystarczą pieniądze, choć one są niezbędne. Liverpool jest klubem bardzo bogatym, ale w porównaniu z City czy PSG – bogaty nie jest. Bo żeby mieć i zatrzymać najlepszych piłkarzy nie wystarczą pieniądze. Potrzebne są sukcesy.
Z czego wynika wniosek, że aby odnosić sukcesy trzeba odnosić sukcesy. Rewelacyjny wniosek, niech to diabli.
Warunkiem pośrednim jest po pierwsze – wielki, wybitny trener, coach kreator, taki, który ma władzę w klubie, przychodzi na długo, którego się nie zwalnia przy pierwszym niepowodzeniu. Drugim warunkiem jest to, że jeżeli już piłkarze odchodzą, to za wielkie pieniądze. Suareza sprzedaliśmy za tanio, nawet na tamte czasy. Skoro są kluby skłonne płacić 140 milionów Euro za Coutinho, to sytuacje takie trzeba do końca wykorzystać. Bo oni, tych kilka klubów w pewnym sensie nie mają wyjścia, muszą kupować tak drogich piłkarzy. Czyli trzecim warunkiem (oprócz trenera i sprzedawania piłkarzy, jeżeli już musimy ich sprzedać, za największe pieniądze z możliwych) jest aktywny, twórczy scouting. Bo mając wielkie pieniądze ze sprzedaży gwiazd można, w sumie, kupić za połowę tej ceny równie dobrych, ale mniej wypromowanych piłkarzy. Którego nie ma bez dwóch pierwszych warunków (coacha i pieniędzy). I – nie ma też bez sukcesów.
Przykładem na ten mechanizm niech będzie Salah, a pewnie w niedługim czasie Naby Keita. Od dnia kiedy pierwszy raz zobaczyłem Salaha w Bazylei marzyłem, żeby on kiedyś przyszełd do Liverpoolu. Konkurowaliśmy o Salaha z Chelsea, ale oczywiście przegraliśmy. Natomiast on cały czas był na scoutingowej liście Kloppa. Kosztował dużo, ale, powiedzmy to szczerze, dzisiaj jest wart trzy razy tyle, albo więcej. Jeżeli potrafi zagrać tak jak gra tera przez, dwa sezony, będzie lepszym i droższym piłkarzem, niż Coutinho. Wielki sukces scoutingu, do którego nie wystarczają tylko pieniądze.
Sądzę, że z Keitą będzie podobnie. Gra w Lipsku i z takich klubów oni piłkarzy raczej nie kupują. Bo uważają, że bycie gwiazdą w średnim (bo przecież nie słabym) klubie niczego nie dowodzi. Aż dziw bierze, że Real czy PSG po takich piłkarzy się nie zgłosiły. Ale oni kupują sprawdzone gwiazdy tylko. A co to jest sprawdzona gwiazda? Salah w Chelsea nie był sprawdzoną gwiazdą.
Trudnia układanka, nie ma co. Nie sposób jednak nie zauważyć, że nawet sprzedając Coutinho, idziemy do przodu. Może nie tak szybko, jak byśmy chcieli, ale żeby było tak szybko, jak chcemy, to jest prawie niemożliwe. Bo chcemy bardzo dużo i bardzo szybko. Inni nie będziemy. Nie sposób jednak – za każdym razem – nie zauważyć, że początkiem tej sytuacji, w której możemy kupować wielkich piłkarzy jest jednak przyjście do klubu Jurgena Kloppa. Nie wszystkie kluby muszą mieć tak wybitnych managerów, bo w Realu czy PSG zastępują wybitnego coacha pieniędzmi większymi, niż nasze. Ale jeżeli tych pieniędzy – takich pieniędzy – się nie ma, taki trener jak Klopp jest konieczny, żeby iść do przodu. Z całym szacunkiem dla Brendana Rodgersa – ale tamta koncepcja po prostu nie miała sensu, i można było ją tłumaczyć tylko w ten sposób, że nie mieliśmy szansy na takiego managera, jak Klopp. No, ale to jest zupełnie inna historia, do której ciekawą rzeczą będzie w pewnym momencie wrócić.