Liverpool – Watford 5:0 czyli machina ruszyła (miejmy nadzieję)

Ten tytuł wyraża cały czas tę samą nadzieję, że drużyna zacznie grać tak, jak graliśmy o tej porze rok temu. Co zresztą oznacza, że będąc od paru tygodni liderem ligi z niesłychaną liczbą punktów – nigdy w tym sezonie (lub prawie nigdy) nie zagraliśmy tak jak potrafimy.
Watford nadaje się na mecz na tak zwane przełamanie, ponieważ jest po pierwsze drużyną ofensywną a poza tym, jest na tyle bezpiecznie w środku tabeli , że na pewno nie ma potrzeby grania na Anfield na remis.
Nie mniej, trzeba przyznać, że zwłaszcza pierwsza połowa była znakomita. Watford bodaj nie oddał ani jednego strzału na naszych 11. O Salahu można powiedzieć, że grał bojowo i z zaangażowaniem, faktem jest jednak, że w tej grze brakuje harmonii i pewności, na jaką Salaha stać. Moim zdaniem, Salah jest on ofiarą własnego sukcesu. Klopp na pewno o tym doskonale ale leczenie duży spod ciężaru presji to nie jest kwestia tabletki czy zastrzyku.
Dlatego wynik meczu ostatecznie został ukształtowany nie grą napastników, choć Mane zdobył dwie znakomite bramki w pierwszej połowie, ale grą tych, którzy na ogół bramek nie strzelają i nie mają strzelać. Faktem jest że graliśmy bez kontuzjowanego Firmino, nie zmienia to jednak faktu, że naszą siłą jest w tym roku bardziej pomoc i obrona niż atak.
Co oczywiście wynika ze zmiany stylu gry, na bardziej wyrachowany. Ale, być może, należy w perspektywie walki z nieludzki monsterem, jakim jest City, podwyższenie poziomu ryzyka staje się koniecznością.

Manchester United – Liverpool 0:0 czyli czasem trudno zrozumieć

To był, prawdę mówiąc, najgorszy mecz tego sezonu. United ma wprawdzie bardzo dobry okres po przyjściu Solskjera ale nie jest drużyną bardzo dobrą. Do tego jeszcze trzy kontuzje w pierwszej połowie. I, koniec końców, nie potrafię sobie przypomnieć, byśmy to my mieli jakąkolwiek naprawdę dobrą okazję w tym meczu, choć graliśmy w pełnym składzie.
W ogóle – w meczach z United w ostatnich latach jest dziwna tendencja. Choć oni cały czas idą do dołu a my cały czas do góry, to nie możemy na Old Trafford wygrać od dawna, od 2013 roku. Kiedy zresztą wygraliśmy po trzech rzutach karnych. Można to oczywiście tłumaczyć w ten sposób, że oni szczególnie się na nas mobilizują – sam nie jestem pewien, czy w profesjonalnym futbolu takim czynnikom naprawdę można przypisywać decydujące znaczenie. Zawodnicy, ani po jednej ani po drugiej stronie nie są aż tak bardzo więźniami tradycji, w świetle której dla obu klubów te mecze są najważniejsze w sezonie.
Naprawdę nie wiem.