Hierarchia

W angielskiej piłce klubowej jest bardzo swoista hierarchia transferowa i, w gruncie rzeczy, finansowa. Jeżeli po jakiegoś piłkarza zgłasza się United, City albo Chelsea, to pozostałe trzy kluby czołowej grupy, czyli Arsenal, my i Tottenham nie mamy już właściwie do takiego piłkarza żadnego dostępu. W naszym kółku – klubów bogatych, ale nie rozpustnych – Arsenal zwykle wyprzedza nas w zabiegach o tego piłkarza, którego chcemy i my i oni (vide Sanchez). Natomiast zdaje mi się, że, zwłaszcza przy obecnych właścicielach, my zwykle wyprzedzimy Tottenham. No, i raczej wszystkich innych.

Ta hierarchia przejawia się także bardzo wyraźnie w kwestii zatrudniania trenerów, na przykład bez względu na to, jak dobrze by nie grał Southampton, trenerzy z tego klubu zawsze odejdą do lepszego klubu. I tu naprawdę chyba nie chodzi już o pieniądze tylko o to, że tacy trenerzy jak Pochettino czy Koeman sami uważają, że prawdziwy sukces zawodowy łatwiej osiągnąć im z klubem z wyższej, niż Southampton półki.

Ostateczne – kluby są mocno zhierarchizowane co do ważności i prawdopodobnie także – co do siły finansowej po prostu.

Oczywiście, nie oznacza to, że taki klub jak Liverpool nie może zostać mistrzem Anglii. Ale nie oznacza to także i tego, że po zdobyciu mistrzostwa zaraz nabędziemy prawo pierwszeństwa do najlepszych i najdroższych piłkarzy. Pozycja finansowa Liverpoolu wobec klubów z wyższej półki (czyli, w przypadku City i Chelsea klubów w ten czy w inny sposób sponsorowanych) zmienić się może dopiero wskutek pięciu i więcej lat wygrywania różnych trofeów. Wbrew naszym, liverpoolskim, niechęciom wzorem takiego budowania pozycji jest właśnie United.

W czasach, gdy Liverpool wygrywał mistrzostwo rok po roku w futbolu były już pieniądze i futbol był biznesem, ale nie takim jeszcze, jak dzisiaj. A tak pozycja klubu bardzo bogatego – którym przecież Liverpool jest – utrzymuje się dotychczas, pomimo, że największych sukcesów klub raczej nie odnosi.

A dlaczego jednego kluby są bogate, a inne – nie tak bogate to temat na odrębne, jakże ciekawe rozważania.

Hierarchia

W angielskiej piłce klubowej jest bardzo swoista hierarchia transferowa i, w gruncie rzeczy, finansowa. Jeżeli po jakiegoś piłkarza zgłasza się United, City albo Chelsea, to pozostałe trzy kluby czołowej grupy, czyli Arsenal, my i Tottenham nie mamy już właściwie do takiego piłkarza żadnego dostępu. W naszym kółku – klubów bogatych, ale nie rozpustnych – Arsenal zwykle wyprzedza nas w zabiegach o tego piłkarza, którego chcemy i my i oni (vide Sanchez). Natomiast zdaje mi się, że, zwłaszcza przy obecnych właścicielach, my zwykle wyprzedzimy Tottenham. No, i raczej wszystkich innych.

Ta hierarchia przejawia się także bardzo wyraźnie w kwestii zatrudniania trenerów, na przykład bez względu na to, jak dobrze by nie grał Southampton, trenerzy z tego klubu zawsze odejdą do lepszego klubu. I tu naprawdę chyba nie chodzi już o pieniądze tylko o to, że tacy trenerzy jak Pochettino czy Koeman sami uważają, że prawdziwy sukces zawodowy łatwiej osiągnąć im z klubem z wyższej, niż Southampton półki.

Ostateczne – kluby są mocno zhierarchizowane co do ważności i prawdopodobnie także – co do siły finansowej po prostu.

Oczywiście, nie oznacza to, że taki klub jak Liverpool nie może zostać mistrzem Anglii. Ale nie oznacza to także i tego, że po zdobyciu mistrzostwa zaraz nabędziemy prawo pierwszeństwa do najlepszych i najdroższych piłkarzy. Pozycja finansowa Liverpoolu wobec klubów z wyższej półki (czyli, w przypadku City i Chelsea klubów w ten czy w inny sposób sponsorowanych) zmienić się może dopiero wskutek pięciu i więcej lat wygrywania różnych trofeów. Wbrew naszym, liverpoolskim, niechęciom wzorem takiego budowania pozycji jest właśnie United.

W czasach, gdy Liverpool wygrywał mistrzostwo rok po roku w futbolu były już pieniądze i futbol był biznesem, ale nie takim jeszcze, jak dzisiaj. A tak pozycja klubu bardzo bogatego – którym przecież Liverpool jest – utrzymuje się dotychczas, pomimo, że największych sukcesów klub raczej nie odnosi.

A dlaczego jednego kluby są bogate, a inne – nie tak bogate to temat na odrębne, jakże ciekawe rozważania.

Próba zrozumienia sytuacji

Mam takie niesprecyzowane poczucie, że w poprzednich latach Liverpool sprzedawał piłkarzy niezwykle tanio. Ja nie mówię o supergwiazdach, jak Suarez czy w końcu Sterling, choć prawdę mówiąc biorąc pod uwagę jak grał i jak gra teraz Suarez to i tak uważam, że sprzedano go tanio. Ja mówię głównie o piłkarzach, których Klub sprzedawał, bo nie bardzo było już dla nich miejsce w składzie i w ten sposób czyścił się payroll. Tacy zawodnicy jak Agger czy Kuyt byli sprzedawani dosłownie za grosze, a taki Johnson wyczekał do końca kontraktu. Oczywiście piłkarz piłkarzowi nie równy i może inaczej się po prostu sprzedać nie dało, ale jednak – nie sądzę, myślę, że taka była polityka, lub raczej nieudolność klubu.

Teraz, proszę, Klub sprzedaje piłkarzy za prawdziwe pieniądze: Allen 13 milionów, Ibe – 15, no – Benteke, prawie cała kasa, szalona kasa na niego wydana, ma szansę wrócić. Nawet nieużywany obrońca Brad Smith poszedł za 6 milionów (co może też świadczyć o sytuacji na rynku).

Efekt jest tego taki, że Klub ma wyraźnie dodani bilans transferowy, chociaż przecież transfery Mane i Wijnalduma były bardzo wysokie (zawsze są wysokie, gdy klub chce mieć szybko piłkarzy u siebie).

Z tym, że ja nie do końca wiem, co to oznacza. Wszyscy konkurenci (ciągle ich za takich uważamy, to znaczy ciągle wydaje nam się, że konkurujemy), czyli ManCity, United, Chelsky, w końcu pewnie nawet Arsenal – wszyscy oni wydają dziesiątki milionów powyżej kwoty uzyskanych przychodów ze sprzedaży. Oczywiście w ciężar przychodów z praw licencyjnych, które będą większe niż kiedykolwiek. Przy czym nie mówimy o klubach, które mają radykalnie wyższe budżety niż Liverpool.

Wyjaśnienia tej sytuacji mogą być dwa, pozytywne i negatywne.

Negatywne jest takie, że FSG chce odzyskać inwestycje, po albo chce sprzedać Klub, albo za dużo wydał w poprzednich latach (bo wydał), albo, po prostu , potrzebuje kasy na coś innego.

Pozytywne jest takie, że Klopp uważa, iż ma dość dobrych piłkarzy, żeby powalczyć o czwórkę, co więcej – może uważa także, że kupowanie piłkarzy teraz, zanim nie okaże się, ile jest w stanie osiągnąć metodami „integralnymi”, czyli ucząc grania, jest przedwczesne. I – ma obiecane te większe pieniądze – jeżeli to nie wyjdzie. Teza ta jest trochę naiwna, po prostu dlatego, że większość menedżerów zawsze woli kupić piłkarzy, jeżeli tylko są środki. No, ale Klopp pod różnymi względami jest inny od innych.

Bo większość menedżerów powtarza, że nie chcą kupować dla kupowania, ale interesują ich piłkarze o pewnej przydatności do drużyny itp. To także zwykle jest nieprawdą, piłkarze typologicznie aż tak bardzo między sobą się nie różnią, czyli innymi słowy lepiej kupić bardzo dobrego piłkarza na zdublowaną pozycję, i później mieszać niż nie kupić nikogo. Jak jednak jest i co naprawdę uważa Jurgen – tego łatwo się nie dowiemy, a przynajmniej – nie dowiem się z tego, co kto nam na ten temat opowie.