Co z tym zrobić czyli obrigado Felipe

Najlepsi piłkarze odchodzą z klubu. Teraz może rzadziej niż kiedyś, ale odchodzą. W ciągu ostatnich dziesięciu lat odeszli Alonso, Mascherno. Torres, Suarez, Sterling. Teraz Coutinho. Pytania są dwa: – czy da się z tym coś zrobić, to po pierwsze? Po drugie – czy można być wielkim klubem, czyli takim którym zawsze będziemy chcieli być w sytuacji, gdy najlepsi piłkarze od nas odchodzą.
Jest tylko kilka klubów, z których piłkarza nie da się kupić. Zapewnie, są to Real, Barcelona, PSG, Bayern, no, może teraz City. Może United, ale przecież też kiedyś sprzedali Ronaldo, co historycznie zatrzymało sukcesy na klubu na wiele lat, jak sądzę. Te kluby to najmocnisze kluby w Europie i trudno nam z nimi wygrać finansowo, trudno je przebić. Czy ten układ, w którym łączy się sportowa moc i pieniądze, wyrażające się w wykupywaniu najlepszych piłkarzy z klubów z trochę tylko niższej półki – jest zafiskowany na zawsze? Na długo? Z jakimi wyjątkami, jeżeli są wyjątki?
Jesteśmy tu w spirali przeciwieństw, czymś na kształt błędnego koła. Aby być wielki klubem nie wystarczą pieniądze, choć one są niezbędne. Liverpool jest klubem bardzo bogatym, ale w porównaniu z City czy PSG – bogaty nie jest. Bo żeby mieć i zatrzymać najlepszych piłkarzy nie wystarczą pieniądze. Potrzebne są sukcesy.
Z czego wynika wniosek, że aby odnosić sukcesy trzeba odnosić sukcesy. Rewelacyjny wniosek, niech to diabli.
Warunkiem pośrednim jest po pierwsze – wielki, wybinty trener, coach kreator, taki, który ma władzę w klubie, przychodzi na długo, którego się nie zwalnia przy pierwszym niepowodzeniu. Drugim warunkiem jest to, że jeżeli już piłkarze odchodzą, to za wielkie pieniądze. Suareza sprzedaliśmy za tanio, nawet na tamte czasy. Skoro są kluby skłonne płacić 140 milionów Euro za Coutinho, to sytuacje takie trzeba do końca wykorzystać. Bo oni, tych kilka klubów w pewnym sensie nie mają wyjścia, muszą kupować tak drogich piłkarzy. Czyli trzecim warunkiem (oprócz trenera i sprzedawania piłkarzy, jeżeli już musimy ich sprzedać, za największe pieniądze z możliwych) jest aktywny, twórczy scouting. Bo mając wielkie pieniądze ze sprzedaży gwiazd można, w sumie, kupić za połowę tej ceny równie dobrych, ale mniej wypromowanych piłkarzy. Którego nie ma bez dwóch pierwszych warunków (coacha i pieniędzy). I – nie ma też bez sukcesów.
Przykładem na ten mechanizm niech będzie Salah, a pewnie w niedługim czasie Naby Keita. Od dnia kiedy pierwszy raz zobaczyłem Salaha w Bazylei marzyłem, żeby on kiedyś przyszełd do Liverpoolu. Konkurowaliśmy o Salaha z Chelsea, ale oczywiście przegraliśmy. Natomiast on cały czas był na scoutingowej liście Kloppa. Kosztował dużo, ale, powiedzmy to szczerze, dzisiaj jest wart trzy razy tyle, albo więcej. Jeżeli potrafi zagrać tak jak gra tera przez, dwa sezony, będzie lepszym i droższym piłkarzem, niż Coutinho. Wielki sukces scoutingu, do którego nie wystarczają tylko pieniądze.
Sądzę, że z Keitą będzie podobnie. Gra w Lipsku i z takich klubów oni piłkarzy raczej nie kupują. Bo uważają, że bycie gwiazdą w średnim (bo przecież nie słabym) klubie niczego nie dowodzi. Aż dziw bierze, że Real czy PSG po takich piłkarzy się nie zgłosiły. Ale oni kupują sprawdzone gwiazdy tylko. A co to jest sprawdzona gwiazda? Salah w Chelsea nie był sprawdzoną gwiazdą.
Trudnia układanka, nie ma co. Nie sposób jednak nie zauważyć, że nawet sprzedając Coutinho, idziemy do przodu. Może nie tak szybko, jak byśmy chcieli, ale żeby było tak szybko, jak chcemy, to jest prawie niemożliwe. Bo chcemy bardzo dużo i bardzo szybko. Inni nie będziemy. Nie sposób jednak – za każdym razem – nie zauważyć, że początkiem tej sytuacji, w której możemy kupować wielkich piłkarzy jest jednak przyjście do klubu Jurgena Kloppa. Nie wszystkie kluby muszą mieć tak wybitnych managerów, bo w Realu czy PSG zastępują wybitnego coacha pieniędzmi większymi, niż nasze. Ale jeżeli tych pieniędzy – takich pieniędzy – się nie ma, taki trener jak Klopp jest konieczny, żeby iść do przodu. Z całym szacunkiem dla Brendana Rodgersa – ale tamta koncepcja po prostu nie miała sensu, i można było ją tłumaczyć tylko w ten sposób, że nie mieliśmy szansy na takiego managera, jak Klopp. No, ale to jest zupełnie inna historia, do której ciekawą rzeczą będzie w pewnym momencie wrócić.

Roberto Firmino – drink driving i poczucie umiaru

Zazwyczaj dosyć otwarci angielscy fani, z których udziałem powstają niezwykle ciekawe strony kibicowskie na oficjalnej stronie Liverpoolu, w tej sprawie okazali się być niezwykle restrykcyjni i surowi. Firmino został powszechnie potępiony, gdy zatrzymano go za jazdę pod wpływem alkoholu.

Nie zamierzam nikogo przekonywać do moich poglądów, bo poglądy na praworządność, podobnie jak na moralność, należą do najbardziej intymnych i indywidualnych spraw jednostki.

Ja jednak namawiałbym do ostrożności, ponieważ sam zetknąłem się, w mniej cywilizowanym kraju, niż Anglia, z falą powszechnego oburzenia spowodowanego doniesieniami prasowymi.

Po pierwsze, mało wiemy. Nie znamy nawet podstawowych faktów, czyli na jakim procencie alkoholu we krwi Firmino prowadził samochód.

Po drugie – nie znamy okoliczności sprawy. Czyli, zwłaszcza nie wiemy, czy został zatrzymany następnego po tym, jak wypił pewną ilość alkoholu – i oczywiście, co miałoby znaczenie w połączeniu z wiadomością ad. 1.

W Anglii obowiązuje podobnie restryktywna norma dopuszczalnego stężenia alkoholu jak w Polsce (0,2 promille), taka sama zresztą, jak ktoś ustalił, obowiązuje w Brazylii, więc tym Firmino tłumaczyć się nie może. Ale sama wielkość tego przekroczenia – ma znaczenie.

Osobiście z trudem akceptuję moralistykę na tym tle, ponieważ ta norma ustalona została, moim zdaniem, dla świętego spokoju polityków i policji, żeby nie musieć dowodzić w każdym przypadku, czy ilość wypitego alkoholu miała wpływ na wypadek, którym opinia publiczna się szczególnie interesuje. Gdyby było inaczej, istniałaby jedna ogólnoświatowa norma dopuszczalnej zawartości alkoholu we krwi.

Najbardziej jednak uciążliwe jest w tej moralistyce to, czego wykazać nie można, a mianowicie – czy wszyscy ci najgłośniej potępiający nigdy nie prowadzili samochodu choćby po jednym piwie? A to jedno piwo w niekorzystnych okolicznościach oznacza przekroczenie dopuszczalnej normy.

Miałem wrażenie, że schodzącego z boiska Firmino Klopp potraktował jeszcze znacznie cieplej, niż innych swoich piłkarzy. I moim zdaniem, nie chodziło to o podziękowanie za zdobytą bramkę.

Mamadou Sakho – przypadek stracony

Mammadou Sako znów napisał na Twitterze (tym razem ) coś głupiego i prawdę mówiąc jest jasne nawet dla takich naiwniaków, jak ja, że w Liverpoolu on grać już nie będzie. Uważam nadal, że z czysto piłkarskiego punktu widzenia w parze z Matipem Sakho zapewni dystrybucję piłki z obrony, jakiej od nie pamiętnych czasów nie mieliśmy.

Różni ludzie o dobrej pamięci przypomnieli teraz, w jakich okolicznościach Sakho odchodził z PSG, w każdym razie stało się to w atmosferze kłótni i afery.

Sakho jest do bólu ekstrawagancki, nie tylko, najwyraźniej, fizyczne podobieństwo ich do siebie zbliża. Mam wrażenie, że jest to jeden z tych czarnoskórych piłkarzy, którzy swoją odmiennością zachowania chcą zaistnieć w wielkim świecie. Dla wielu innych czarnoskórych piłkarzy wystarczającą przepustką do doniosłości jest ciężka praca i talent.

Na wiosnę Sakho został złapany na używaniu niedozwolonych substancji, choć ostatecznie skończyło się na bardzo krótkiej dyskwalifikacji, ale wystarczyło, by Sakho nie zagrał w finale Ligi Europy z Sewillą, wskutek czego w meczu tym musiał grać Kolo Toure. To było kluczowe osłabienie drużyny.

Potem Sakho przeszkadzał swoimi głupawymi uwagami podczas wywiadu nagranego przez Kloppa i upublicznionego. Trudno powiedzieć, co jeszcze zdążyło się wydarzyć w relacjach Kloppa z Sakho. Jest faktem, że ostatnie wypowiedzi Kloppa na temat tego, co dzieje się z Sakho były nieco obłudne. Klopp mówił, że Sakho rehabilituje się po kontuzji, ale że nieprędko jeszcze wystąpi. Klopp rzadko tak mówi o piłkarzach, więc utwierdzało to podejrzenia, że Klopp chciał piłkarza wypożyczyć, ale Sakho tego nie akceptował.

Sprawa Sakho ujawnia z pewnością, jak mało wiemy o tym, co dzieje się behind the scenes w klubie. Klopp wygląda po meczach jak bratłata i milas, ale jestem przekonany, że dyscyplina w drużynie jest bardzo twarda.

Niby to nic nadzwyczajnego, ale warto sobie to uświadomić. Sakho, podobnie jak przedtem Balotelli uznany został, moim zdaniem, za przypadek nienaprawialny. Sądzę zresztą, że sam Klopp takiego piłkarza by do klubu nie sprowadził. Sakho kupiony w ostatnim dniu okna transferowego w 2013 roku nie był, jak się wydaje, w pełni przemyślanym transferem, biorąc pod uwagę jego socjalno-mentalną przeszłość, by tak rzec.