Bogactwo spekulatywnych interpretacji w piłce nożnej jest nieograniczone, wszystko można opisać na kilka sposobów. Moim zdaniem jednak ten mecz od początku był trudny, bo Brighton jest bardzo zwartą, dobrą drużyną, wyjątkowo dobrą, jak na piłkarzy, którzy w niej grają.

Dlatego strzelanie im bramek było trudne i byłoby trudne, gdyby nie dwie bramki van Dijka. I kiedy stoper, nawet taki super stoper jak VVD zdobywa bramki, to w tym zawsze jest trochę przypadku. Bo żeby piłka po wolnym czy kornerze trafiła na van Dijka i żeby go nikt nie dał rady pokryć i zatrzymać, to zawsze jest kwestia okoliczności. Z drużynami teoretycznie słabszymi w obronie i w bronieniu kornerów van Dijk bramek nie zdobywa. Choć jak stopera ma tych bramek dużo, najwięcej w lidze, ale uważam, żeby gdyby zdobywanie bramek przez stopera było wynikiem jakiejś przewidywalnej konfiguracji czy zagrania, to tych bramek byłoby jeszcze dużo więcej, bo van Dijk przeskakuje większość obrońców lidze.

Więc napastnicy bramek nie zdobywali, ale mecz do pewnej 75 minut wygląda na względnie spokojny i oczywisty. Brighton miał sytuacje ale bez przesady. No i wtedy coś podkusiło Alissona, był pajacykiem przed własnym polem karnym zatrzymał piłką w sytuacji, która nie wykazywała żadnego, ale to kompletnie żadnego zagrożenia. Adrian, który wszedł za Alissona wykazał od razu po wejściu zrozumiałe skąinąd objawy zaburzenia, czego skutkiem był cokolwiek niedorzeczny gol Dunka z rzutu wolnego (właśnie po tej ręce Alissona).

I to końca meczu już przyjemnie nie było, choćby dlatego, że graliśmy w dziesiątkę, Oczywiście znów nie sposób nie zauważyć, iż także w takich okolicznościach drużyna nie wpada w popłoch (choć Brighton ze dwie sytuacje miał, ale wtedy już Adrian doszedł do siebie), i koniec końców mecz wygraliśmy.

Nie był to na pewno dobry mecz, ale przypuszczalnie coraz więcej meczów, zwłaszcza w tym niesamowitym okresie grudnia, grać będzie podświadomie minimalizując wysiłek. To jest oczywiście sztuka dla dojrzałych drużyn, ale taką dojrzałą drużynę teraz mamy.