To prawda, że drużyna jest ustawiona chyba trochę inaczej, jakby wyżej jest linia obrony. Faktem jest, że jest to gra ryzykowna. Gdyby policzyć wszystkie bardzo dobre sytuacje w meczu (i dodając do nich wagi, czyli klasyfikując procentowo „dobrość” poszczególnej sytuacji) to wyszło by na to, że Chelsea pewnie powinna ten mecz wygrać. Choć na pewno nie posunąłbym się w ocenach do takiej stanowczości, z jaką podsumowywał ten mecz Frank Lampard.
Prawdą jest jednak to, że jak na kryzysową sytuację w której znalazła się (jak na swoje standardy) Chelsea, oni zagrali rewelacyjnie.
Tu zresztą w ogóle jest uwaga taka: mamy do czynienia z klubem, który stracił (sprzedał, ale nie chciał sprzedać) swojego najlepszego piłkarza, klubem który ma zakaz transferów wchodzących do przyszłego lata. I, czego nikt głośno nie mówi, klubem, w którym szaleństwo lub jak kto woli finansowa dezynwoltura właściciela uległa znaczącemu utemperowaniu. Co zresztą jest naturalną konsekwencją zarówno stosunku do Rosjan na Zachodzie jak i świadomością Abramowicza, że nawet na Zachodzi są granice, w ramach których można się legitymizować za pieniądze (choć niestety nie jest pewne, gdzie te granice przebiegają).
Ten Superpuchar to jednak puchar, i z przyczyn czysto psychologicznych dobrze jest wygrać każdy puchar. Nie wiadomo tylko czemu to jednak cokolwiek drugorzędne trofeum regulaminowo trzeba okupić dogrywką, jeżeli w normalnym czasie jest remis. Dotyczy to obu drużyn, ale bardziej tej, która ma mecz w sobotę.
Testem znaczenia takiego meczu jest pytanie – polegam je każdemu z naszych fanów – czyli wolisz Superpuchar, czy komplet punktów z Southampton (lub jakikolwiek innych komplet punktów w meczu ligowym). Dla mnie moja własna odpowiedź jest tak oczywista że zaskakująca zarazem – oczywiście, że wolę wymęczone 1:0 z Southampton iż wygranie meczu o Superpuchar różnicą czterech bramek.Kto nie na marzy o mistrzostwie jak kibic Liverpoolu, ten nie zrozumie4 tego nigdy i wcale od niego tego nie wymagam.
Dobrze, że wszystko tak się skończyło, jak skończyło, to znaczy karnym obronionym przez Adriana, którego życie zmieniło się nagle w sen.