Z piłkarzami małolatami bywa bardzo różnie – to znaczy całkiem często zdarza się tak, że któryś chłopak zachwyci nas w wieku 18 lat a potem już o nim nie słyszymy. To nierzadko wynika po prostu z fizjologii i nieregularnego rozwoju biologicznego młodych piłkarzy. W dawniejszych czasach, a na pewno u nas, powodem ich zanikania w równym stopniu była tak zwana woda sodowa, co zwykle nie oznaczało wody sodowej tylko wódę i imprezowanie, a ogólniej – niską odporność na tę szaloną ilość kasy, którą z dnia na dzień ci chłopcy dostają do dyspozycji. W tak zwanym życiu prawdziwym walczymy o 5 procentowe podwyżki, więc normalnie nasza odporność nie nie jest wystawiona na takie próby.

Więc nie chcę niczego więcej powiedzieć, że mamy paru znakomitych chłopaków i to są już piłkarzy, którzy są pod bezpośrednim zarządem Kloppa. Jak ktoś przegląda fotografie z treningów pierwszej drużyny, to na nich Curtis Jones pojawia się od kilkunastu miesięcy. Teraz z Evertonem zdobył taką bramkę, że wszyscy będą się nim zachwycać. Ale przecież są inni.

Taki Harvey Elliot, jeszcze młodszy, skończone 16, talent w skali światowej. Talent piłkarza w tym wieku zresztą głównie i najlepiej wyraża się kiwką, potem, w wielkich meczach, piłkarze sobie rzadko pozwalają na takie ekscesy, ale młodzi piłkarze, tak długo, jak długo bawią się piłką, kiwają na treningach i mniej ważnych meczach do upadłego. Niektórym to nigdy nie przechodzi, i wtedy jest pewien problem.

Mnie z tych małolatów szczególnie urzekł Pedro Chirivella. Jest w klubie od dawna, od 2013 roku, ma 23 lata, był na wypożyczeniach i jakoś wielkiej kariery nie zrobił. Ciekaw jestem dlaczego? Może ten jego rozwój piłkarski jest też inaczej sfazowany, by tak rzec. Z Evertonem grał super, grał jak doświadczony dojrzały piłkarz.

Tak był ten mecz – mecz dla młodzieży. Wystawiając taką drużynę Klopp daje wyraźny sygnał – nie zależy nam na Pucharze. Wyjdzie to wyjdzie, nie to trudno. Prawdą jest oczywiści i to, że teraz, mają w perspektywie grę ze słabszą drużyną (zapewne) niż Everton może być trochę szkoda tej szansy, bo potem jest już ćwierćfinał. Ale myślę – bądźmy uczciwi – że mając na głowie ligę i Ligę Mistrzów nikt nam nie wmówi, żebyśmy mieli Pucharem Anglii tak naprawdę się przejąć. Nie jesteśmy już klubem które chce wygrać cokolwiek. Tak jak 2011 roku, gdy wygranie Pucharu Ligi jawiło nam się jako szczyt szczęścia i możliwości.

Jesteśmy w innej epoce. W epoce w której grając drugą drużyną wygrywamy z pierwszą drużyną Evertonu. Jest taki sławny tekst Billa Shankly’ego, który miał powiedzieć, że najlepsze dwie drużyny w mieście to pierwsza drużyna Liverpoolu i druga drużyna Liverpoolu. Inaczej niż większość naszych kibiców, jak po prostu lubię Everton, jak lubię stare, solidne kamienice, więc znęcać się nie będę. Oni mają problem, ale mają też pieniądze i możliwości, żeby swoje problemy rozwiązywać.