Prawdę mówiąc, kibicowanie drużynie, która wygrywa wszystko co podjedzie i generalnie uważana jest za jedną z najlepszych, a może najlepszą drużyną klubową na świecie jest dla kibica Liverpoolu zupełnie nowym doświadczeniem. Przynajmniej w tym pokoleniu. W poprzednim pokoleniu kibice wspominają drużynę prowadzoną przez Dalglisha z Barnesem, Beardsleyem i Aldridge’em, ale po pierwsze, w Polsce tego nie oglądaliśmy, po drugie zaś – ta drużyna nie grała w pucharach europejskich, bo mieliśmy zakaz, więc weryfikacja jej mocy nie była pełna.

W każdym razie nasza obecna drużyna stanowi pewien typ drużyny, która, o czym często mówi Klopp, nie jest drużyną jakichś superartystów i która, żeby wygrać, musi się napracować, a przedtem jeszcze skoncentrować. Innymi słowy nie jesteśmy Barceloną czy Realne, żeby z każdym po kolei wygrywać 3:0 albo 5:0, tylko musimy naszą grę wykorzystać w najbardziej właściwy sposób, dopasowując ją do przeciwnika, po to, żeby możliwie dużo meczów wygrać.

Jest to raczej specyficzne podejście, które wymaga pewności siebie, wiary i trochę szczęścia. Lub więcej niż trochę. Ostatnie mecze wygrywaliśmy niemal wyłącznie w stosunku 2:1 – z Tottenhamem, Villą, Genkiem, poprzednio 4:3 z Salzburgiem. Każda z tych drużyn, nawet Spurs nie mówiąc o innych, jest dużo gorszą drużyną od City, a z nimi akurat wygraliśmy wyżej. Moim zdaniem świadczy to o szczególnym sposobie rozkładania sił i możliwości w taki sposób, by największy wysiłek i największą moc zaangażować w stosunku do najgroźniejszego przeciwnika w najważniejszym meczu.

Był to w ogólności wspaniały meczu, także z uwagi na City, ich elegancki, czy wręcz piękny sposób gry, i oczywiście z uwagi na niespotykaną energię i witalność naszych piłkarzy.

Nie ma chyba powodu memłać się w problematyce, czy powinien być rzut karny za rękę Trenta. Oliver jest najlepszym angielskim sędzią, do tego jest VAR. Szkoda tylko, że nie możemy otrzymywać oficjalnych wykładni takich szczególnych decyzji, ponieważ nie mam żadnych wątpliwości, że są to decyzje głęboko uzasadnione. W szczególności – nie wiem czy jest taki przepis, ale bardzo logiczna byłaby taka interpretacja zgodnie z którą, jeżeli w tej samej akcji rękę obrońcy poprzedziła ręka napastnika, to ręka obrońcy się nie liczy, ponieważ nie wiadomo wcale, jak poleciałaby piłka, gdyby się nie odbiła od ręki napastnika. Tu jest czysta logika, a nie jakieś domniemania.

Wszyscy się zachwycają naszymi napastnikami, ale ten mecz poza wszystkim pokazał potęgę naszych pomocników. Klopp za pierwszą trójkę od co najmniej roku uważa Hendersona, Wijnalduma i Fabinho. Wielu kibicom wydaje się, że to jest konserwatywno-defensywne zestawienie, uwzględniając na przykład potencjał Keity czy dynamikę Oxa. Ale ten mecz stanowi najlepszy dowód na mądrość tego wyboru. Albo nawet więcej – na to, że ci pomocnicy grają coraz lepiej, o ile to możliwe.

Fabinho do tej pory przez ponad rok zdobył jakąś wciśniętą bramkę głowo, a teraz przypakował z taką siłą i celnością, że można tylko zapytać, czemu nie robi tego częściej? No, a Henderson dograł na 3:0 piłkę do Mane w taki sposób, że trzeba mieć nie unikalną wizję piłkarską, by zobaczyć w tym momencie szansę na bramkę.

Koniec końców najbardziej imponująca była w tym meczu jednak tak „ekonomizacja” wyniku, czyli wykorzystanie wszystkich naszych największych atutów właśnie w meczu z City. Klopp powiedział, że aby wygrać z City nie można grać tak jak oni, ponieważ w tym sposobie gry nikt im nie dorówna. No, i graliśmy chwilami wręcz nietypową piłkę jak na tak wyrafinowaną drużynę – pierwszą rzeczą, jaką robili Alisson, Trent czy Robertson gdy tylko dopadli piłkę, to wysyłali ją na 60 metrów w przód lub boczny przód. Gdyby tak grała inna drużyna, mniej finezyjna, to powiedzielibyśmy, że to jest styl raczej prymitywny, gra Sama Allardyce’a. Ale przecież ta gra nie była prymitywna, tylko właśnie – wysmakowana.

Na twitterze widziałem taki parosekundowy filmik, gdy Alisson rzuca piłkę do Salaha w okolice środkowej linii, a ten gasi piłkę z odbicie rzędu 10 centymetrów. Gra długą piłką jest prymitywna lub subtelna – zależnie od tego, kto i jak tą długą piłką gra.