Tego meczu nie powinno być, ponieważ Liverpoolu, w tym stanie kadry nie stać po prostu na granie dziewięciu meczów w styczniu. Konsekwencją remisu w pierwszym meczu była konieczność grania rewanżu z drużyną z Lige Two.
I takie mecz na prawdę bardzo trudno oceniać. W czasach Beniteza każdy mecz w Pucharze Ligi albo w Pucharze Anglii stanowił ryzyko odpadnięcia, bez względu na to, z kim graliśmy. U Kloppa to się mocno zmieniło, bo od czasu jego przyjścia nawet druga drużyna gra w stylu podobnym, to pierwszej drużyny.
Ale teraz słabo gra i pierwsza drużyna i druga.
To, że Plymouth będzie grał ambitnie i że będzie grał „direct” to było jasne. W takich meczach chodzi o to, by piłkarze lepsi technicznie i przez to delikatniejsi po prostu się nie przestraszyli siły fizycznej przeciwnika, przy wolnych, przy kornerach.
W sumie tak właśnie było – ale był to mecz ze wszech miar minimalistyczny. Więcej sytuacji miał przeciwnik. Lucas strzelił gola pierwszego od 6 ponad lat. Ale ja niestety juważam, że zdobywanie bramek przez Licasa jest niestety dowodem kryzysu, w każdym razie wyraźnego spadku formy. Przede wszystkim czysto fizycznej.
Dobrze że mamy to już za sobą.