To wszystko trochę wygląda tak, jakbyśmy byli takim dużym niedźwiedziem, którego obsiadły jakieś mniejsze stworzenia i chcą mu dokuczyć, a my się do tych stworzeń oganiamy, bo nam przeszkadzają, choć wiemy, że nic złego ostatecznie nam nie zrobią.

Ciężar wygrywania wszystkich meczów jest mało zabawny w takiej sytuacji, jaka była w ubiegłym roku, kiedy mieliśmy City najpierw na plecach, a potem przed sobą. Teraz jest trochę inaczej. Jeżeli drużyna jest prawidłowo ustawiona psychologicznie – a nie wątpię, że jest – to obowiązkowo musi ona przyjmować perspektywę zremisowania lub przegrania meczu, bo inaczej życie będzie dla nich koszmarem.