Emre Can to temat sam w sobie. Ten piłkarz gra po swojemu. W podaniach czasem się myli, jakby miał jakieś techniczne niedostatki. Z drugiej strony bardzo często zagrywa finezyjnie, po prostu cały czas pod ręką ma parę wizji. Wystarczy przypomnień zagranie w meczu zaraz po przyjściu Kloppa z Manchesterem City, kiedy na drugą bramkę podawał piętą do Firmino.
Tu zresztą mam uwagę polityczną, bo nazywanie Cana po prostu Niemcem jest pewnym niedopowiedzeniem, ukrywającym źródło oryginalności stylu Cana. On się urodził w Niemczech, ale ma bardzo dużo tureckiego w sobie.
Can ma za sobą trudny sezon, z powodu kontuzji. Pod nieobecność Hendersona stał się jednak absolutnie kluczowym piłkarzem drużyny. Chociaż jest to w zasadzie piłkarz defensywny.
Nie mniej Can jest zawsze gotów na swoje zagranie. I ten gol z Warfordem na pewno będzie uznany za jeden z najładniejszych w sezonie.
Sam mecz – był trzecim kolejnym wygranym meczem na wyjeździe. I trzecim meczem jakby w innym stylu, w stylu nazwałbym go, rzemieślniczym. Nie było to żadne szaleństwo, ale wygrywanie meczuą wyjazdowych ze średnimi drużynami to jest nowa jakość, po fatalnym początku roku.
Na koniec był jeszcze przypał w obronie, trzech z Watfordu stanęło na przeciwko bramki, Prodl trafił w ostatniej minucie w poprzeczkę.
Niezwykła bramka i trzy punkty.