Łatwo jak diabli, zwłaszcza, jeżeli na początku meczu się nie chce grać. Potem może być za późno.

Nasi piłkarze przyzwyczaili się do takiego scenariusza, który powtarzali kilka razy, że najpierw tracą bramkę, lub nie tracą ale dają pograć przeciwnikowi, a potem biorą się do roboty i wygrywają mecz. Do tej pory to wystarczało, poza jednym meczem z United.

Ale jest to ryzykowna strategia, jeżeli nie jesteśmy w pełnej formie. A kiedy nie jesteśmy?

Zawsze po przerwie, wakacjach, wyjeździe do Dubaju itp. Tak było dwa lata temu, tak było rok temu.

Dla takiej drużyny, jak nasza, przy takim systemie, jak nasz, kwestia tak zwanego rytmu meczowego jest niezwykle ważna. Ciężko szło z Norwich, ciężko szło z Atletico i West Hamem, Teraz nas dopadli.

Ten mecz i ten wynik pokazuje po raz tysięczny, jak niedużo dzieli wygraną od przegranej w futbolu. Zawiera też w sobie element optymistyczny, bo nasi piłkarze mniej więcej po dwóch tygodniach, trzech-czterech meczach wracają do pełni swych wielkich możliwości. W sam raz na Atletico.